|

Whisky do 100zł

Ardbeg 10-letni to jedna z moich ulubionych whisky, na samą myśl o “sałerze” na jej bazie uszy zaczynają mi się czerwienić. Ardbeg 10-letni jak i Laphroaig 10-letni o którym pisałem wcześniej, należą do whisky, które nieprzypadkowo znajdziecie w niejednej książce poświęconej tej tematyce oraz wielu TOP listach najlepszych whisky świata.

Jim Beam White Label

O tym, że jest to klasyk rozpoznawalny na całym świecie świadczy fakt, że bourbon ten można znaleźć prawie wszędzie – w większości pubów, barów (tych lepszych i dla gorszego sortu), stacjach benzynowych i dyskontach. Ta whiskey zdominowała pozostałe marki w swojej klasie do tego stopnia, że na obecnym rynku tanich burbonów trudno znaleźć „zawodnika”, które może jej zagrozić.

Tyle tytułem wstępu. Zanim jednak rozwinę swój dzisiejszy wywód, mam do was pytanie. Kto z Was wie czym jest bourbon Jim Beam?

Czym jest bourbon?

Gdyście któregoś dnia, tak całkiem przypadkowo zostali wyrwani ze snu i zapytani czym jest Jim Beam White Label, możecie odpowiedzieć, że jest to:

  • Bourbon, produkowany i starzony wyłącznie w Stanach zjednoczonych,
  • alkohol wydestylowany w 51% z kukurydzy,
  • whiskey, która nie jest barwiony karmelem jak niektóre “szkockie”,
  • bourbon, leżakujący 4 lata w świeżych dębowych beczkach.

Ciekawie opisali to na oficjalnej stronie Jim Beam:

It can’t say “bourbon” on the label if it’s not distilled and aged in the United States. It can’t be “Kentucky Straight Bourbon” unless it’s distilled and aged in Kentucky for at least 2 years. And it can’t say Jim Beam® unless it’s been made by seven generations of one family.

 

Jim Beam White Label z Colą

Zanim jednak Jim Beam ze swoim alkoholowym arsenałem trafił do Waszych lodówek, szafek i barków, minęło mnóstwo lat…

Początki legendy i Old Tub z beczki

Historia bourbonów z szyldem Jim Beam ma swój początek około 1750 roku, kiedy to niemiecki imigrant Jacob Böhm (po zmianie nazwiska Beam) przybył do stanów i w 1795 roku rozpoczął sprzedaż swoich pierwszych beczek whiskey. Jeszcze wtedy sprzedawana przez niego whiskey nosiła nazwę Old Tub. Dopiero 140 lat później, jakieś dwa lata po skończonej prohibicji w Stanach Zjednoczonych, w 1935 roku na świat przyszedł JB. Dziś Jim Beam White Label to flagowy okręt Jim Beam Destilleries, a jego sprzedaż patrząc po skali dystrybucji jest ogromna. Nie może więc dziwić, że Jim Beam z białą etykietą to bourbon #1 w światowej sprzedaży.

Jim Beam White Label

Prostokątna butelka z białą etykietą 

To chyba najbardziej charakterystyczny element tego szkła. Czarne detale z czerwonymi wstawkami i całkiem sporą czerwoną pieczęcią nadrukowaną na środku etykiety sprawiają, że butelkę Jim Beam trudno pomylić z innym bourbonem.

Jak smakuje Jim Beam?

Ten alkohol w promocji potrafi kosztować 40zł za butelkę 0,7l, nie próbujcie więc doszukiwać się w nim szerokiej palety aromatów i smaków. Jim Beam White Label to tani borubon i tak też smakuje.  Jego zapach jest słodki i alkoholowy, choć można doszukiwać się w nim aromatów wanilii i płatków kukurydzianych – zasługa beczek i alkoholu wytwarzanego z kukurydzy. W smaku mocno wyczuwalna słodycz, karmel, dębina z niewielkim dodatkiem pieprzu na końcu. Posmak tej whiskey nie należy do najdłuższych.

Gdybyście po tym wpisie zaczęli zastanawiać się jak pić bourbon, zobaczcie ten kilkuminutowy film w którym Fred Noe, prawnuk Jim’a Beam’a pokazuje jak to robić. 

Dla mnie Jim Beam White Label to dobry, tani bourbon, który bez kłucia w sercu można zalać Colą, Spritem bądź sokiem i wrzucić tam kilka kostek lodu. To także ciekawa alternatywa dla Johnnie Walker Red Label, który ma w sobie znacznie mniej słodyczy.

Czy po przeczytaniu tego wpisu lubicie Jim Beam trochę bardziej? Pamiętajcie aby podzielić się swoim komentarzami na dole – jestem pewien, że macie sporo doświadczeń z tą whiskey. Możecie też zapisać się na mój newsletter, w którym piszę o o whisky, bourbonach, koktajlach i ciekawostkach. Jednym słowem – wszystkim co w świecie whisky warto poznać.

Tullamore D.E.W Original

Tullamore Dew Original Irish Whiskey – recenzja

Gorzelnia Tullamore wystartowała z produkcją w 1892, jednak do zdobycia popularności, którą cieszy się obecnie whiskey Tullamore Dew trzeba będzie włożyć mnóstwo pracy i nie jeden worek pieniędzy. Spory udział w budowaniu marki będzie miał Daniela E. Williamsa – jeden z pierwszych dyrektorów generalnych, a później właściciel gorzelni. To on do produkowanej tam whiskey dodał swoje inicjały (D.E.W.) nadając początek marce, którą dziś spotkać można na półkach marketów, dyskontów i stacji benzynowych. Swoją drogą jak duże trzeba mieć ego aby do produkowanej przez siebie whiskey dorzucić własne inicjały.

W latach 50 ubiegłego wieku Tullamore zaczął przeżywać poważne kłopoty, co w efekcie doprowadziło do zaprzestania produkcji i zamknięcia zakładu. Nowy właściciel John Powers & Son przeniósł produkcję do Midleton, gdzie Tullamore Dew Original produkowany jest do dziś. Od 2010 roku właścicielem marki Tullamore jest William Grant & Sons do którego należą takie marki jak: Monkey Shoulder, The Balvenie, Grants czy Glenfiddich.

Tullamore Dew Original i jej butelka

Tullamore D.E.W Original

Whiskey rozlewana jest do prostokątnych szklanych butelek z charakterystyczną zieloną etykietą i dużym napisem Tullamore D.E.W Irish Whiskey. Ciekawym zabiegiem jest dodatkowe tłoczenie na szkle w którym widnieje data uruchomienia destylarni, ta sama data widoczna jest na etykiecie. Jak w większości trunków produkowanych na ogromną, przemysłową wręcz skalę whisky zamiast korka posiada aluminiową nakrętkę.

Czego oczekiwać po tej whiskey?

Tullamore Dew Original to whiskey mieszana o mocy 40% alko., w której skład wchodzą destylaty whiskey zbożowych, słodowych oraz typu pot still mieszanki słodu jęczmiennego i niesłodowanego jęczmienia, nadające irlandzkiej whisky tak charakterystyczny aromat i smak. Jest destylowana trzykrotnie w miedzianych alembikach, dzięki czemu jest delikatniejsza i bardziej przyjazna do picia. 

Tullamore Dew leżakuje w beczkach po bourbonie wielokrotnego napełnienia. Producent nie podaje wieku tej whisky, przypuszczam, że nie jest on dłuższy niż trzy lata i jeden dzień. 

Tak jak w przypadku Jamesona, TD jest przyjemna dla nosa z dużą ilością wyczuwalnej wanilii, owoców i płatków śniadaniowych. Bardzo przyjemny i zachęcający do picia. W smaku nie zawodzi, jest biszkoptowa i lekka, taka jak powinna być whiskey z irlandii w tej cenie. Jej posmak nie pozostaje za długo w ustach.

Kilka słów na koniec

Jak wiele irlandczyków można ją pić bez dodatku wody, dla mnie jest tak delikatna, że łatwo ją rozwodnić. Jeśli jednak potrzebujecie zbić trochę mocy alkoholu, dorzućcie do niej kostkę lodu. To także spoko whiskey do mieszania z Colą, Spritem, Tonikiem i innymi kolorowymi napojami.

Tullamore Dew to moim zdaniem dobra, budżetowa whiskey na weekendowe imprezy znajomymi. Warta uwagi, także jako alternatywa dla Jamesona, który różni się od niej smakiem.

Jameson Caskmates Stout Edition

Jameson Caskmates Stout Edition – recenzja

Na stoisku Jameson Caskmates Stout Edition prezentował się bardzo dobrze, miał ciekawą etykietę i zachęcał do spróbowania. Zapytałem chłopaków z PR co dziś przygotowali, rozmawialiśmy ze sobą kilka minut, po czym zostało mi polane. Whiskey można było spróbować na dwa sposoby: soute, bądź “chrzcząc” ją niewielką ilością ciemnego, kraftowego piwa. Dla mnie było to nowe doświadczeniem, którym mnie kupili.

Skąd pomysł na Stout Edition?

Historia tej edycji rozpoczyna się momencie w którym główny piwowar niewielkiego browaru Franciscan Well wpadł na pomysł wypożyczenia z destylarni beczek po whiskey. Cel tego działania był dość oczywisty, przelać w nie piwo typu stout i pozwolić mu tam leżakować. Kiedy przesiąknięte aromatami ciemnego piwa beczki wróciły do destylarni, postanowiono zrobić z nich użytek i na pięć miesięcy wlać do nich Jamesona. Efektem tego eksperymentu jest właśnie Jameson Caskmates Stout Edition

Etykieta i butelka

Tym razem klasyczną butelkę Jamesona okraszono czarnymi wstawkami, nawiązującymi do ciemnego piwa, które tak bliskie jest tej whiskey – tak mi się przynajmniej wydaje. Zielone szkło prezentuje się elegancko, a czarno-miedziane detale przemawiają do mojego estetycznego gustu “robiąc robotę” i nadając tej butelce smaku.

Gatunek: Blended whisky | Region: Irlandia | Destylarnia: Jameson | Cena: Whisky do 100zł

Whiskey od strony wizualnej prezentuje się dobrze, co z jej smakiem?

Jameson Caskmates Stout Edition po otwarciu

Jameson w swej naturze jest łagodny i dość przystępną, dobry jako whisky na początek. Ze Stout Edition jest podobnie – w zapachu delikatna, dębowo-miodowa, czuć w niej trochę cytrusów i karmelu, zwłaszcza gdy doleje się do niej niewielką ilość wody. Aż chce się powiedzieć klasyczny Jameson, nie wiem jak Wy ale ja nie wyczułem w tej whiskey żadnych stoutowych aromatów, może u Was będzie inaczej.

W smaku ma się całkiem dobrze, jest delikatny, dobrze zbalansowany i nie dominuje swoją intensywnością jak np.: 10-letni Ardbeg. Z dolewką wody staje się jeszcze delikatniejsza – słodka, karmelowa z odrobiną mlecznego kakao i czekolady.

Posmak jest stosunkowo krótki ale przyjemny. Piłem ją jeszcze ze stoutem, ciemne piwo zachowuje swój charakter jednak nie dominuje whiskey. Jak dla mnie przepyszna kombinacja, którą warto spróbować.

Jameson Caskmates Stout Edition

Kilka słów na koniec

Więcej o tej edycji możecie przeczytać na oficjalnej stronie Jameson. Od siebie mogę dodać, że to dobra whiskey w jeszcze lepszej cenie. Zwłaszcza gdy jest to ta sama półka cenowa co Johnnie Walker Red Label i biedronkowy Grangestone. Dobrze się ją pije w piątkowe wieczory po tygodniu pełnym pracy. Obowiązkowo spróbuje jej z niewielką ilością Guinness’a bądź innego ciemnego piwa. Oczywiście dajcie znać w komentarzach jak wasze wrażenia.

Johnnie Walker Red Label

Johnnie Walker Red Label – recenzja

Czerwona etykieta przyklejona pod kątem, a na niej duży napis Johnnie Walker Red Label. Chyba każdy z nas i to z daleka jest w stanie rozpoznać tę butelkę – fajnie zaprojektowana i prostokątna. a w niej trunek o pięknym bursztynowy kolorze – tak, ta whisky jak wiele innych blendów jest barwiona karmelem aby nadaj jej więcej cech pożądanych przez klienta. Red Label to whisky, który potrafi uratować i pewnie uratowała już niejedną imprezę. Nie raz pokazały to uśmiechnięte mini delegatów wysłanych na alkoholowe zakupy do żabki.

Skąd pochodzi Johnnie Walker Red Label?

Red Label nie od dziś jest najpopularniejszą whisky świata. Jego historia zaczyna się w 1909 roku kiedy to whisky o nazwie Special Old Highland Whisky zmienia swoją nazwę na Johnnie Walker Red Label, dający tym samym początek legendzie. Pewnie wtedy nikt nie przypuszczał, że stworzony na skośnej etykiecie duży, czytelny napis za sto lat będzie rozpoznawalny przez miliardy ludzi na całym świecie.

Red Label to whisky mieszana, co w praktyce oznacza, że przy jej tworzeniu wykorzystano whisky zbożowe, prawdopodobnie produkowane z pszenicy, tańsze w produkcji od whisky z innych zbóż, oraz whisky słodowe w tym Cardhu i Caol Ila, wchodzące do portfolio koncernu Diageo – właściciela marki.

Choć whisky Red Label jest whisky mieszaną, niech Was nie zmyli jej cena – nie jest ona wcale tania, serio. Wiele whisky o podobnej jakości dostępnych w dyskontach możecie kupić dużo taniej, zwróćcie na to uwagę gdy następnym razem tam traficie.

Johnnie Walker i jego butelka

Johnnie Walker Red Label ma jedną z bardziej rozpoznawalnych butelek whisky na świecie. Jej prostokątny kształt i obłe krawędzie z pewnością ułatwiają transport whisky po całym świecie. Ciekawostką może być dla Was fakt, że każda whisky z serii Johnnie Walker posiada niepowtarzalną skośną etykietę, pod którą kroczy gentelmen w cylindrze.

To co pewnie zauważyliście w tej butelce to jej sposób zamknięcia – klasyczny gwint i aluminiowa nakrętka to nic innego jak tylko znak, że whisky ta produkowana jest na ogromną skalę. W tej whisky nie znajdziecie korka, nie pojawia się on także w Johnnie Walker Black i Double Black, co przy cenie 170zł za butelkę może smucić.

Johnnie Walker Red Label

Gatunek: Blended whisky | Region: Lowlands | Produkcja: Kilmarnock | Cena: Whisky od 100zł

Czego oczekiwać po otwarciu Red Label?

Po jej odkręceniu, wstrzymajcie się przez chwile z zalaniem jej jakimś słodkim napojem – tak Johnnie Walker Red Label można, a nawet warto pić w taki właśnie sposób, i spróbujcie złapać w niej zapachy inne niż alkohol. Mój nos wyczuł w niej trochę świeżych jabłek, dojrzałych gruszek, przyprawy oraz toffi. Whisky w swoim smaku nie powali na kolana, choć daleko jej od dramatu jaki możemy przeżyć pijąc Golden Loch’a i Queen margot.

W smaku słodka, z wieloma odbeczkowymi akcentami (podobnie jak wyżej karmel, wanilia),  słodycz dość szybko się kończy, a w jej miejsce wchodzi dość wyraźny smak alkoholu, nie najlepszy to finisz.

Johnnie Walker Red Label

Kilka słów na koniec

Uważam, że JW Red Lebel to świetna whisky na imprezę. Zna ją każdy z nas, niczym nas nie zaskoczy, można ją śmiało mieszać ze wszystkim na co tylko mamy ochotę, a jej cena… no cóż mogłaby być odrobinę tańsza, choć przy dobrej promocji Red Lebel 0,7l kosztuje około 50zł. Jeśli zastanawiacie się jak pić Red Lebel, pijcie ją tak jak lubicie. Ja pijam ją czasem z sokiem jabłkowym bądź Spritem, i tak smakuje mi najlepiej. Dajcie znać w komentarzach jakie jest Wasze zdanie na temat tej whisky.