Festiwal organizowany był przez Dom Whisky, jednym z tych miejsc którego fanom whisky w tym kraju nie trzeba przedstawiać. Jastrzębia Góra nie zawiodła, słońce świeciło przez większość dnia więc plaża oddalona od festiwalu o jakieś 300 metrów stanowiła miejsce wielu pielgrzymek. Było to zresztą widać po sporej ilość festiwalowiczów z kieliszkami na smyczach, latających boso po piachu.

Na festiwal dotarłem około godziny trzynastej. Nie przypuszczałem, że podróż ze Szczecina do Jastrzębiej Góry wraz z kilkoma pit-stopami po drodze zajmie więcej niż kilka godzin. Po dotarciu na miejsce i znalezieniu noclegu, wypakowałem niezbędne minimum i ruszyłem do centrum. Oczywiście po drodze minąłem kilku pięknie „zrobionych” Januszy Whisky, którzy zachwyceni festiwalem opowiadali o tym czego to oni dziś nie pili – była godzina dwunasta trzydzieści.

Kieliszek z whisky festiwalu

Po dotarciu na imprezę szybko odebrałem swój kieliszek oraz pakiet kuponów i rzuciłem się w żywioł. Na festiwalu było mnóstwo osób, które tłocząc się przy wystawcach i barach robiło spore zamieszanie. W dzień nie było tego aż tak widać, ludzie rozproszeni po całym mieście, na plaży, w kawiarniach i restauracjach sprawili, że na terenie imprezy było dużo luzu. Można było spokojnie rozmawiać z barmanami i nikomu się nie spieszyło. Wieczór przyniósł istną sodomię, grał Kuba Sienkiewicz, a przy scenie i popularnych stoiskach nie dało rady wcisnąć nawet palca.

Podobno padający deszcz na stanowisku Talisker Storm to już standard i choć w tym roku lało mniej niż w latach ubiegłych, tak przynajmniej słyszałem, to i tak można było się nieźle zmoczyć.

Stanowisko Talisker Single Malt Whisky

Niecodziennym doświadczeniem była dla mnie możliwość porozmawiania ze szkotami, którzy swoje zawodowe życia związali z destylarniami i whisky. Tak też poznałem Andego Bell’a z Arran Distillers. Chłopak opowiedział mi o destylarni, tym jak wygląda życie na wyspie Arran oraz o ich whisky. Oczywiście rozmowa była jedynie wstępem do degustacji, która zdecydowanie przypadła mi do gustu. 10-letni The Arran Malt okazał się lekką i delikatną whisky, która pachniała owocami i ziołami.

Andy Bell i Mariusz Kowalczyk na festiwalu Whisky w Jastrzębiej Górze 2017 rok

Stoisko na którym promowano nowego Jameson Stout Edition szybko przypadło mi do gustu. Spędziłem tam dobre kilkanaście minut rozmawiając i słuchając historii nowego whisky od Pernod Ricard. Niecodziennie mam okazję próbować mieszanki Irlandzkiej Whiskey z niewielką ilością piwa typu Stout. Dla mnie było to zupełnie nowe doświadczenie, aromat whisky wymieszany z nutami zapachowymi ciemnego piwa – kozacka fuzja smaków, którą postanowiłem opisać w artykule o jakże enigmatycznej nazwie – Jameson Caskmates Stout Edition.

Stoisko Jameson na whisky festiwal Jastrzębia Góra 2017
Jameson Caskmates Stout Edition

Czymś zupełnie nowym były dla Masterclass organizowane podczas festiwalu. Jako fanboy whisky z Islay wziąłem udział w Masterclass Ardbeg’a podczas którego miałem okazję spróbować kilku rodzajów tej whisky – Ardbeg 10-letniego, Corryvreckan, Uigedail, Kelpie oraz Kelpie Committee Release. Dupe mi urwało, tylko tyle mogę dziś powiedzieć.

Masterclass whisky Ardbeg

Dzień drugi festiwalu zakończył się podobno z niezłym przytupem! Afterparty przygotowane przez Jamesona rozkręciło niezłą zabawę, więc wszyscy,, którym pierwszego dnia brakowało zabaw do późnych godzin nocnych nie mogli żałować. 

Kilkudziesięciu wystawców i setki rodzaju whisky to prawdziwy raj dla każdego kto tak jak ja zaczyna swoją whisky przygodę. Myślę, że warto przyjechać tu przynajmniej raz aby zobaczyć jak wygląda festiwal, poczuć jego klimat i napić się dobrej whisky.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o